Nie było zbyt przyjemnie. Zuzia była już bardzo zmęczona, a musieliśmy swoje odczekać w kolejce. Moim zdaniem wszystkie dzieci do dwóch lat powinny być przyjmowane do lekarzy w takich sytuacjach bez kolejki. Starszemu dziecku można dać głupi telefon i się nim zajmie, a taki maluszek? Nie powiem, największą frajdą dla niej było bieganie po korytarzu. Oczywiście nie sama biegała, tylko męczyła swoich rodziców :) Kręgosłupy już nam odpadają od tego ciągłego schylania. W końcu przyszła nasza kolei. Wiedziałam, że Zuzia będzie płakać, ale nie sądziłam, że aż tak. Nie wiem czy zdjęcie szwów boli, mówią, że nie. Mam nadzieję, że jednak ją nie bolało. Płakała, bo ją musiałam bardzo mocno trzymać, żeby się nie ruszała. Nie jest to łatwa sprawa, bo Zuzia jest niezwykle silną małą babeczką. Jakoś się udało. Strasznie nie lubię jak ona płacze! Wiadomo, jak każda mama. Ale wiem, że było to dla jej dobra i jakoś to tak inaczej przyjmuję. Gdy tylko ją puściłam to przestała płakać. Także chyba ją to nie bolało! :) Dzielny mój mały bobasek :D Pani doktor powiedziała, że wszystko się ładnie goi, jak najczęściej ma to mieć odsłonięte, żeby powietrze dochodziło. Psikamy Octeniseptem, żeby nic tam się nie działo złego. Zakrywamy jej to na noc i jak załadamy czapkę, w domciu bez opatrunku. Liczę, że szybciutko się zagoi. A powiem Wam jeszcze, że Zuzia ma tę bliznę malutką, tylko za uszkiem, a inni to mają na głowie w widocznym miejscu i dużo większą. Zauważyłam to dziś, bo oczywiście spotkaliśmy się z małym Cyrylem, który leżał z nami i miał operację w tym samym czasie co Zuzia. Nie wiem, czy to kwestia tego, że Zuzia jest dziewczynką, czy od operatora, ale niezwykle się cieszę, że ta blizna jest taka malutka :)
Oto nasze cudne granatowe szwy:
A tu już po zdjęciu. Jak na razie kiepsko wygląda, ale z czasem będzie lepiej :)






0 comments:
Post a Comment